RELACJA Górskich Wyryp: Krakonosova 55

RELACJA Górskich Wyryp: Krakonosova 55

W połowie czerwca do położonego u podnóża czeskich Karkonoszy Vrchlabi, zjechało się grubo ponad 1000 miłośników długich dystansów. Wszystko za sprawą 51. edycji Krakonosovej stovki i rozgrywanych w ramach tego eventu pozostałych tras. Uczestnicy mieli możliwość wystartowania na dystansach 55, 25 oraz 10 kilometrów, a także w biegu na 25 kilometrów, czy kilku trasach rowerowych. My postanowiliśmy przetestować drugi pod względem długości pieszy dystans, a więc trasę 55 kilometrową.

sesese

Po odebraniu pakietów startowych i wykonaniu wiadomych przed startem czynności, ruszyliśmy ze startu wspólnego na trasę, na której planowaliśmy pozostać przez najbliższych 10 godzin. Spod DD Pelisek (baza wydarzenia) wystartowaliśmy praktycznie jako ostatni, unikając tym samym niepotrzebnych przepychanek.
Zaraz za startem rozpoczęło się długie „przesiewowe” podejście. Zanim dotarliśmy do pierwszego punktu kontrolnego (szczyt Zaly, 6,3 km) minęliśmy kilkudziesięciu uczestników. Jakież było nasze zdziwienie, gdy połowa z miniętych na długim podejściu uczestników zaczęła nas dystansować na pierwszych tego dnia zejściach. W tym przypadku – zbiegach. Był to obrazek, do którego musieliśmy się przyzwyczaić – my mijaliśmy pod górę, a gdy tylko pojawiał się choćby krótki odcinek na którym trasa schodziła z wysokości, 3/4 uczestników przepoczwarzała się w rasowych biegaczy i to my zostawaliśmy w tyle. Dla mnie był to niesamowicie irytujący schemat.

IMAG3163

Kolejna część trasy prowadziła za znakami czerwonymi do Rovinki (9,9 km) i dalej za zielonymi przez Labską (14,2 km) w kierunku Sp. Młyna. W tym miejscu warto wspomnieć o nawigacji na trasie. Wybierając drogę, najlepiej sugerować się oznaczeniem szlaku turystycznego. Poza nim, można napotkać całą masę wstążek, tabliczek, strzałek i innego rodzaju oznaczenia. Niestety, wszystko to przygotowane było pod inne trasy, a nawet imprezy (w tym przypadku rowerowe). Drobny błąd nawigacyjny przed Rovinką sprawił, że straciliśmy około 10 minut nadkładając sobie drogi.

IMAG3165

Odcinek do Sp. Młyna (17,7 km) jest dość płaski, a widoków po drodze nie ma za wiele.
W samym miasteczku przy dworcu autobusowym zlokalizowano drugi punkt kontrolny. Po zameldowaniu się na nim, można było poczęstować się chlebkiem ze smalcem i cebulką oraz „lokalnym” piwem Krkonos.

 IMAG3167

Krótka przerwa dobrze nam zrobiła. Ruszyliśmy wzdłuż Łaby, by dotrzeć do miejsca określanego jako U Divci lavky, skąd idąc zielonym szlakiem rozpoczęliśmy podejście w kierunku Przełęczy Karkonoskiej. Ten mało ciekawy, dobrze nam znany odcinek postanowiliśmy pokonać jak najszybciej, by dotrzeć do kolejnego punktu kontrolnego, który znajdował się w Łużyckiej boudzie (23.2 km). Na miejscu można było posilić się zupą gulaszową, napić się herbaty i uzupełnić płyny. Tak też uczyniliśmy.

IMAG3172

Najtrudniejszy pod względem technicznym odcinek rozpocząliśmy od podejścia zboczem Małego Szyszaka i wejściu na podtopiony błotem zielony szlak – drogę nad reglami. Wąska ścieżka usłana błotem, kamieniami i korzeniami, pozrywane kładki – w takich warunkach jako górscy piechurzy czuliśmy się wyśmienicie i z niemałą dozą satysfakcji pokazywaliśmy plecy kolejnym osobom. Mijając Rozdroże pod Pielgrzymami szybko zeszliśmy do Polany, skąd w równie dobrym tempie osiągneliśmy Domek Myśliwski, a więc kolejny PK. Tu w ekspresowym tempie wypiliśmy kawę i herbatę, zagryzając ciastkami i bez zbędnego przedłużania wróciliśmy na trasę.

IMAG3174
Ta część Karkonoszy była już znacznie bardziej oblepiona turystami, przez co pokonywanie kolejnych kilometrów wiązało się z ustępowaniem miejsca schodzącym w dół i tak dalej. Po podejściu na Kopę i minięciu Domu Śląskiego przyszła pora na Śnieżkę. Podejście spod Śląskiego do Czeskiej Poczty (36,3 km) na wierzchołku królowej Karkonoszy zajęło nam równe 20 minut. I choć nie zatrzymywaliśmy się po drodze, zakorkowaliśmy się w kilku miejscach. Aura tego dnia była na tyle nieprzychylna, że po szybkim „odhaczeniu się” na PK z marszu ruszyliśmy w drogę powrotną. Jak się później okazało, temperatura na Śnieżce podczas naszej wizyty wynosiła poniżej 5 stopni Celsujsza. Dzień później w analogicznym przedziale czasowym było to już kilkanaście stopni więcej. Brakowało tylko deszczu.

 IMAG3176

Po szybkim przemknięciu przez Równię pod Śnieżką i minięciu Lucni boudy, w miarę, jak zbliżaliśmy się do Vyrovki, najpierw opadła gęsta mgła, a następnie zaczął padać deszcz. Zrobiło się naprawdę chłodno, a chęć jak najszybszej „ucieczki z Karkonoszy” okazała się zgubna. W wyniku pośpiechu na krzyżówce czerwonych szlaków wybraliśmy oczywiście błędny wariant. Całe szczęscie, po kilkuset metrach zawrócił nas inny uczestnik, też Polak, który nadrobił przez feralne rozwidlenie dobrych kilka kilometrów.

IMAG3179

Pokonując kolejne kilometry zejść, dotarliśmy do przysiółka Strazne, gdzie znajdował się ostatni PK. Szybkie tempo i wyższa temperatura w niższych partiach sprawiły, że już całkowicie obeschnęliśmy i rozgrzaliśmy się na dobre. Nie mogłem sobie jednak odmówić czeskiej herbaty, która tego dnia była dla mnie napojem numer jeden. Po zmianie szlaku na żółty, do mety pozostały nam cztery kilometry. Chcąc zakończyć pętlę poniżej 11h, podkręciliśmy jeszcze tempo, mijając kilkunastu uczestników, których „odcięło” na koniec. Dotarliśmy do miejsca, gdzie łączą się trasy K55 i K100 honorując brawami uczestników z dłuższego dystansu, po czym weszliśmy w „granicę” miasteczka. Jako, że czas nie był naszym sprzymierzeńcem, musieliśmy podbiec kilkaset metrów, by osiągnąć założony wynik. Na metę wpadliśmy w małej grupce z Czechami, których dogoniliśmy na końcowych metrach.

 2

Pętlę Vrchlabi – Vrchalabi z dwoma małymi bonusami spowodowanymi błędną nawigacją (+ ~2 km) o długości 57 kilometrów, pokonaliśmy w czasie 10:58:36. Odejmując czas przerw na PK (godzina z haczykiem) sam marsz zajął nam 9:51:05. Średnia prędkość na całej trasie wyniosła blisko 6km/h.

Pozwoliło to na sklasyfikowanie nas na 100 i 101 pozycji OPEN w stawce niespełna 220 uczestników. Nie zależało nam na ściganiu się i lokatach, podaję te informacje licząc, że ktoś będzie miał z nich użytek podczas przygotowań do kolejnych edycji : )

 IMAG3189

Podsumowanie.
Trasa: wymagająca, bo około 3000 m w pionie, odcinki w błocie, kamieniste i asfaltowe, czy sztywne podejście na Śnieżkę, ale nie ekstremalna. Powiedzmy średnio-trudna.

Limit czasowy: w punkt dla wprawionych chodziarzy; ciężko osiągnąć lepszy czas, niż 10-11h bez podbiegania. Limit wynosi 12 h. Małe pocieszenie – ekipa obsługująca pomiar czasu czeka na mecie na uczestników z K100, dzięki czemu nawet po przekroczeniu limitu czasowego o około 1h, można załapać się na dyplom i ukończenie maratonu zostaje zaliczone. Traktujcie to jednak jako opcję rezerwową, bo wiadomo – różnie bywa.

Organizacja: na bardzo dobrym poziomie, poza kilkoma wpadkami, jak, np. zagubione karty startowe. Biuro działało w miarę sprawnie, wolontariusze na PK całkiem mili, PK zaopatrzone. Pomiar czasowy zapewniała odrębna firma, można było porozumieć się w języku angielskim.
Świadczenia: jak na wyrypę z wpisowym 400 CK (65 PLN) całkiem przyzwoite. Brak pakietu startowego, na start tylko karta startowa z numerem i mapą. Na PK herbata, woda, ciastka, chleb ze smalcem, piwo i zupa gulaszowa z pieczywem. Na mecie dyplom ukończenia i menu dla uczestników z kilkoma zupami, daniami drugimi i sporą ilością napojów do wyboru. Wydawane po okazaniu karty startowej. Możliwość dokupienia koszulki po wcześniejszej rezerwacji przez internet (150 CK).
Słowem zakończenia – Krakonosova 55 to wydarzenie godne polecenia, które powinno zadowolić nawet wybrednych piechurów. Zróżnicowana trasa, sporo „pionów”, oczywiście niezapomniane widoki i dobra organizacja, to czynniki, które wpływają na rekomendację z naszej strony.

 Pisał: W.Wesołowski 

 

Zostaw odpowiedź